środa, 16 marca 2011

Ofiara pigułki gwałtu to... problem

Kobieta, której ktoś podał tabletkę gwałtu lub inną tego typu substancję, a która boi się, że mogła zostać wykorzystana, nie zostanie w nocy zbadana przez ginekologa. Nikt nie zrobi jej też badań krwi i moczu, które są jedyną nadzieją na udowodnienie, że coś jej podano. Musi najpierw zgłosić na policji gwałt. I nie szkodzi, że w takiej sytuacji może gwałtu w ogóle nie pamiętać! Badania bez zgłoszenie nie ma i koniec.
22-letnia Martyna z Poznania przeżyła to kilka dni temu. Gdy dobę po tym, jak nowo poznany mężczyzna wsypał jej coś do napoju, a następnie wykorzystał, zaczęła jeździć po poznańskich szpitalach, w każdym kolejnym odmawiano jej badania. Tłumaczenie? "Takie są procedury, nie my je wymyślamy".

W szpitalu przy ul. Polnej 22-latce odmówiono nawet badania, za które chciała zapłacić. Zgodzono by się na to, gdyby... nie była ubezpieczona w NFZ!

Poznanianka zdecydowała się w końcu zgłosić gwałt, którego nie była pewna, na komisariacie. Tam nie zaproponowano jej nie tylko przesłuchania przez kobietę i pomocy psychologa, ale nawet kubka wody czy herbaty. W dodatku policyjny protokół okazał się nieczytelny (więc musiała być przesłuchiwana raz jeszcze), a policjant nie wystawił jej skierowania na badanie krwi i moczu, przez co musiała wracać na komisariat. - To wystarczy, żeby złożyć skargę, która zostanie zbadana przez odpowiednie komórki - mówi Andrzej Borowiak z wielkopolskiej policji.

polska the times głos wlkp.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz